Kobiety Kastety. Anka Hostyńska

Żeby zacząć oddychać, trzeba mieć odwagę

Mięśnie dna miednicy z natury są trochę podobne do gumy: tak elastyczne, że bez problemu się rozciągają, ale i wracają do poprzedniego stanu. Jak sprężynka. U niektórych kobiet, w wyniku różnych nawyków, zamiast sprężynki jest rozciągnięty i jednocześnie napięty kabel. O czuciu ciała, oddychaniu i kobiecości, opowiada Anka Hostyńska, trener personalny, Provider TRE®, akupunkturzysta. 

 

Z Anką znamy się od kilku lat, ćwiczę pod jej okiem jako trenerki personalnej, a od jakiegoś czasu jako pacjentka, która nawiązuje relację z ciałem (a może ją odzyskuje?). Kiedyś były to wielogodzinne treningi, w których uwielbiałam musztrę, kontrolę i samobiczowanie, a Anka jako żandarm doskonale się w tym sprawdzała 🙂 Dziś robię głównie to, co rzeczywiście czuję i co jest w zgodzie ze mną, nadal pracując z Anką, teraz przede wszystkim na czuciem ciała i uwalnianiem go od napięć. Jak się okazuje, można być dobrym w jednym i drugim. A trenować też można bez “zamordyzmu” 🙂 Ankę polecam jako holistyczną specjalistkę, która potrafi słuchać, ma odwagę, dużo czuje, a jej poczucie humoru wynagradza wiele trudów 🙂 

Zapraszam do pierwszej części wywiadu.

 

***

 

– Będziemy rozmawiać o kobiecości. Myśląc o tym, zdecydowałam się podzielić rozmowę na kilka obszarów, które współgrają z moim rozumieniem kobiecości i według mnie rezonują też z Twoim zakresem działań. Mam na myśli mięśnie dna miednicy, medycynę chińską i w ogóle cały rodzaj energii związanej z kobiecością. Czasem słyszymy lub czytamy, że kobiecość mieszka w brzuchu. To można rozpatrywać pod różnymi kątami, z jednej strony typowo fizjologicznym: mięśnie dna miednicy, a z drugiej strony na przykład czucie ciała w tym obszarze. Ty uczysz, że można w pełni poczuć ciało, robiąc głęboki oddech do miednicy. Jak to robić?

– Tak, ale myślę, że kobiecość niekoniecznie jest związana z samym brzuchem. Zależy jak kto rozumie brzuch, ja mam na myśli obszar od pępka w dół, czyli z jednej strony tę część ciała, którą większość kobiet słabo czuje, z drugiej też taki obszar, który uważamy za “fuj”. To, co mieści się w majtkach, kojarzy się z różnymi brudnymi rzeczami, bo przecież w ten sposób się wypróżniamy, sikamy i ludzie mogą sądzić, że niekoniecznie warto się tym zajmować (śmiech). Według mnie podbrzusze to część ciała, którą trzeba się zająć i połączyć się z nią, jeśli chce się odkryć swoją kobiecość. Mam wrażenie, że większość kobiet skupia się na powierzchowności, co w ich rozumieniu oznacza kobiecość. I owszem, jest ważne, żeby zwrócić uwagę na to, jak się wygląda, na pewno czujemy się bardziej kobieco, jeśli nawet pod brzydkie ubrania założymy seksowną bieliznę albo w ogóle taką, w której my czujemy się dobrze. I myślę, że dużo do rzeczy ma to, co jest tam na dole, przy samym ciele. Czyli to, co wiąże się z obszarem miednicy. Może nie tylko mięśnie dna miednicy, chociaż tak naprawdę je najbardziej odczuwamy z tamtego rejonu.

Wiele kobiet ma jednak trochę problemów związanych z tym obszarem, np. jak przychodzi okres, to zdarza się, że nas to boli. Dlatego mam  wrażenie, że kobiety wręcz nie lubią tej swojej miednicy, jeśli zaczniemy mówić o cyklu. Jeśli cokolwiek boli, to wręcz jakby się nie chciało tego czuć, bo to jest złe, że boli. Trudno jednak myśleć o pracy w obszarze kobiecości, jeśli omijamy miednicę. 

Zależy to też pewnie od tego, jak kto definiuje kobiecość. Dla mnie to jest bardzo szeroka kategoria, oczywiście nie tylko płeć (biologiczna i kulturowa) i wygląd, ale też taki specyficzny sposób czucia się, inna energia, miękka, tzn. mówienie o swoich potrzebach i czucie się dobrze ze sobą. Częścią kobiecości jest też męska energia, z jogicznego punktu widzenia mamy obie.

– Nie tylko jogicznego, z każdego punktu widzenia. Myślę, że mamy w sobie różne energie, trochę męskiej też mamy i jest nam potrzebna, żeby podejmować decyzje czy prowadzić biznes. Ona trochę inaczej się wyraża, jeśli mamy większość tej kobiecej. Ja przynajmniej to widzę w sobie, bo przedtem przez większość życia miałam raczej tak, że zgadzałam się tylko i wyłącznie na męską energię w sobie. Wydawało mi się, że ona jest lepsza, że bycie takim twardym i to w każdym możliwym podejściu jest ważniejsze w życiu niż bycie kobiecą. Odbierałam kobiecość jako słabość. I dlatego starałam się na zewnątrz mieć tą męskość, a kobiecość jak najbardziej tłamsić i ukrywać. Paradoksalnie byłam zła, że ludzie jej nie dostrzegają.

I to też jest ciekawe, że ja rzeczywiście od tylu lat prowadzę różne zajęcia związane z dnem miednicy. Wcześniej mogłam napinać każdy mięsień dna miednicy oddzielnie, nie było problemu z tym czuciem, a raczej z rozkazywaniem mojej miednicy, co ma zrobić, jak się napiąć i wydawało mi się, że to jest super, że ja mam superświadomość tej miednicy, jestem taka świetna i w ogóle. Ale to było fałszywe przekonanie i mam wrażenie, że w tej miednicy tłamsiłam tę kobiecość, że ona tam została upchana. Jeżeli już cokolwiek czułam, były to bóle, bo ja akurat bóle menstruacyjne miałam strasznie silne. Patrząc na to z perspektywy czasu, mam wrażenie, że ta moja kobiecość chciała w czasie cyklu mi pokazać: jesteś kobietą! Teraz myślę, że to była walka we mnie między tą częścią kobiecą i męską.

Mimo że mogłam napinać te mięśnie w każdą stronę, to one były drastycznie spięte i cała moja miednica była bardzo napięta. Tam było zero luzu. Paradoksalnie wybrałam sobie bardzo kobiecy taniec brzucha, gdzie silnie rusza się miednicą (śmiech). Scena i taniec to był jedyny moment, kiedy mogłam „wypuścić” kobiecość i pozwolić sobie na bycie sobą. Wychodziłam z założenia, że zawsze mogę się wyrzec tego i powiedzieć: nie, ja tam grałam. Miałam w głowie, że jeśli puszczę tę kobiecość, to nagle mój świat się zawali i ja będę taka słaba i wszyscy mnie zniszczą, dadzą w dupę, bo lepiej jest, jak jesteś twardy.

– Myślę, że bardzo wiele kobiet to przechodzi i często z tego powodu mogą nie chcieć mówić tak głośno o takich rzeczach jak: kobiecość, feminizm, prawa kobiet. Cały czas mają w głowie zakodowane, że trzeba sobie radzić, podchodzić do życia bez sentymentów i rozczulania się nad sobą. A to ma poważne konsekwencje…

 

Miednica to jest właśnie centrum kobiecości, do której fajnie się przyznać i połączyć się z nią.

 

– Tak, też spotykam się z wieloma kobietami, które myślą w ten sposób, czyli: nie, nie poproszę o pomoc, bo to jest wyrażenie mojej słabości. Ja na przykład byłam zawsze dumna z tego, że mam cały zestaw narzędzi w domu i sobie ze wszystkim sama poradzę. Nie potrzebuję nikogo, żeby coś naprawić, umiem na przykład naprawić sobie spłuczkę itd.

– Zosia samosia.

– Tak (śmiech). Oczywiście równouprawnienie to dla mnie fundament i fakt, że po prostu powinniśmy się szanować nawzajem. Mężczyzna i kobieta są równi sobie, mają takie same prawa w związku, obydwoje zasługują na szacunek. Teraz jednak wiem, że każdy ma inne zadania i każdy w czymś się czuje lepiej. Teraz chętnie ugotuję zupę, a naprawienie spłuczki zlecę mężczyźnie. Nie musimy zbawiać świata w pojedynkę.

rety_kobiety

 

JAK POCZUĆ MIĘŚNIE DNA MIEDNICY?

 

– A co do mięśni dna miednicy, to jak je w ogóle wyczuć? I skąd wiedzieć, kiedy są przykurczone czy rozkurczone i co nam to “robi” z psychiką?

Pierwszą rzeczą jest oddech do miednicy i próba poczucia jej. To metoda wypracowana na bazie moich doświadczeń zawodowych i własnej pracy nad sobą. Myślę, że na początku warto mieć kontakt z miednicą, czyli wygodnie się położyć, ręce umieścić na miednicy i spróbować kierować tam oddech. Poczuć, jak te ręce się unoszą i opadają. I że miednica tam jest, to nic złego, obrzydliwego czy niechcianego. To właśnie centrum kobiecości, do którego fajnie się przyznać i połączyć się z nim. Jeżeli fizycznie uda nam się to zrobić, będzie to miało też wpływ na naszą psychikę. Takie machinalne napinanie i rozluźnianie mięśni to jedno, ale bardziej namawiam do tego, żeby zacząć od oddechu do miednicy. Żeby poczuć, co tam jest i w różnych momentach dnia, gdy coś robimy, zacząć się zastanawiać nad tą miednicą, nawet w toalecie (śmiech). Czy rzeczywiście, gdy siądziemy na tej toalecie, to musimy trochę pooddychać, żeby coś się rozluźniło i udało nam się wypróżnić, czy może to dzieje się od razu? Czyli w różnych takich momentach, kiedy miednica jest używana w ciągu dnia, warto się na niej skupić, a przede wszystkim wpuścić tam oddech. Bez oddechu nie ma przecież życia

– No tak, tylko dla wielu osób to może być abstrakcyjne: jak można oddychać do miednicy? 😉 Próbują sobie wyobrazić i myślą: co ja mam czuć, jak to ma być?

Tak naprawdę do miednicy nie dochodzi powietrze, rusza się przepona. Dzięki temu, że ona się obniża, to przemieszczają się narządy w jamie brzusznej, więc rzeczywiście jak oddychasz, możesz unosić brzuch i opuszczać. To większość osób jest w stanie zrobić. I coś podobnego jesteśmy w stanie zrobić z miednicą. Najlepiej położyć się na twardej podłodze, można mieć zgięte nogi lub proste. Ułożyć sobie ręce na miednicy i spróbować oddychać w taki sposób, żeby poczuć coś pomiędzy rękami. Potem poczuć, jak miednica się czuje. Czy w ogóle tam coś jest? Myślę, że taka regularna praktyka to może być pięć, a nawet minutę dziennie. Pięć minut to najbardziej optymalny czas.

Co jeszcze?

Można poczuć pulsowanie, miednica może zacząć się troszkę unosić, opadać, ale też będą to zupełnie inne, indywidualne odczucia. Myślę, że to dobry początek do nawiązania czucia z tamtą częścią ciała. Później warto nauczyć się rozluźniać mięśnie i je napinać, a to wstęp do dalszej pracy. Te ćwiczenia najlepiej wykonywać na leżąco, ponieważ bardzo często mamy przykurczone mięśnie dookoła miednicy. Wtedy jest ona ułożona w nienaturalnej pozycji. Bardzo dużo kobiet ma wygiętą miednicę, tzw. przodopochylenie, czyli pośladki mocno wypchnięte do tyłu. W takiej pozycji trochę odcinamy się od tej miednicy i nie ma szans, żeby prawidłowo napiąć te mięśnie. Im bardziej stoimy z zablokowanymi kolanami i wypiętymi pośladkami do tyłu, co niestety zauważam u wielu kobiet, to dla mnie jest taki sygnał: nie chcę czuć tej miednicy!

 

Poruszajmy powoli miednicą w rytm ulubionej muzyki. Najlepiej, gdy nikt nie patrzy.

 

– I co z tym można zrobić? 

Czasami wystarczy nawet to, że staniemy na rozluźnionych kolanach, poruszamy miednicą, włączymy ulubioną muzykę. Najlepiej, gdy jesteśmy same i nikt nie patrzy, o ile jest taka możliwość. Najpierw poruszajmy tylko kolanami, żeby poczuć w nich luz, a potem spróbujmy doświadczyć, czy możemy ruszać miednicą. Luźno, spokojnie, powolutku i nic na siłę. Wykonujmy bardzo delikatne ruchy, żeby poczuć, czy jesteśmy w stanie nią ruszać. Poczujmy miękkość w kolanach, ważne, żeby one nie były zablokowane,żeby był w nich ruch. Czasami okazuje się, że nie jesteśmy w stanie ruszać miednicą i to jest ok. Jeśli już poczujemy miednicę, warto też rozluźniać wszystkie mięśnie, które ją trzymają w dziwnym ułożeniu. Dopóki miednica jest mocno wygięta do tyłu, jedyną pozycją, w której jesteśmy w stanie ją czuć, to jest właśnie pozycja leżąca. Gdy pracuję z kobietami na warsztatach mięśni dna miednicy, zawsze zaczynam od leżenia, a jeżeli chcemy ćwiczyć na siedząco lub na stojąco, to zawsze najpierw występują ćwiczenia rozciągające. W innym przypadku mięśnie nie mają szans prawidłowo się napiąć, co najwyżej napną nam się zwieracze, ale nic więcej. A to akurat nie powinno być normą.

kobiety natura

– Mam takie wrażenie, że jak kobiety coś przeczytały i coś próbują zrobić, to chyba najczęściej zaciskają odbyt.

– Ja myślę, że bardzo często jest tak, że większość kobiet napina zwieracze i je rozluźnia (jeżeli w ogóle rozluźnia). W miednicy mamy dużo więcej ważniejszych mięśni niż zwieracze. Od nich się zaczyna, ponieważ najłatwiej je poczuć. Napinamy je codziennie i jesteśmy w stanie nad nimi panować. Mamy też taką tendencję do przestymulowywania się, czyli: napnij mocniej, a niekoniecznie rozluźnij, a w pracy z mięśniami dna miednicy bardzo ważne jest, żeby sobie pozwolić na luz. Dlatego się zdarza, że jak ćwiczymy MDM (przyp. red. mięśnie dna miednicy), to ja mówię, żeby sobie wziąć majtki na zmianę. Jak w końcu się zacznie rozluźniać te mięśnie, a się nie czuło, że coś się miało w pęcherzu, to może polecieć kropelka moczu i to jest normalna sprawa. To oczywiście nie jest wyznacznik, że się dobrze ćwiczyło (śmiech).

– Z jednej strony jest tak, że miednica jest traktowana jak coś brudnego, a z drugiej strony kobiety chciałyby mieć z nią kontakt w postaci np. przyjemności seksualnej. I to się trochę wyklucza, bo jak jesteśmy zablokowane i mamy przykurczone mięśnie, to nie możemy na przykład osiągnąć orgazmu.

– To jest bardzo częste. Mam wrażenie, że kobiety nie zawsze się do tego przyznają, ale większość z nas ma problem z osiągnięciem orgazmu z partnerem. Póki mamy spięte mięśnie dna miednicy, bo trzeba zaznaczyć, że mogą być jednocześnie osłabione i nadmiernie napięte, to możemy mieć np. nietrzymanie moczu. Takie kobiety niby są rozluźnione, ale mimo tego te mięśnie w swoim rozluźnieniu są cały czas napięte. I w efekcie mięśnie przypominają zbity kabel.

– I to da się rozluźnić?

– Wszystko można zrobić, jeśli się zacznie nad tym systematycznie pracować. I dopóki mamy spięte mięśnie, które nie są elastyczną taśmą, tylko zbitymi drutami, to jeżeli nawet osiągniemy orgazm, on zostanie w zasięgu miednicy. Jego odczucia ograniczą się tylko i wyłącznie do tej części ciała. A orgazm to jest odczucie całego ciała i można go doświadczać wszędzie, a nie tylko w obszarze genitalnym.

Sądzę, że dla wielu osób orgazm to może być niestety jedyny moment, kiedy wyłącza się mózg. Tak jak w relaksacji, w medytacji, kiedy można na chwilę nie myśleć.

 

ŚWIADOME ODDYCHANIE

 

– A jaki jest pierwszy krok do pracy z ciałem? Do uwolnienia blokad?

Ja zawsze uważam, że pierwszy krok do pracy z ciałem to oddech. Nie bez powodu moja firma nazywa się „Głęboki oddech”, bo myślę, że od tego wszystko się zaczyna. I pierwszą, strasznie niedocenianą rzeczą przez ludzi jest świadome oddychanie. I myślę, że to jest pierwszy krok do tego, żeby czuć swoje ciało i zaczynać pracować z blokadami. Żeby zacząć z nimi pracować, trzeba mieć świadomość, że one są. Pierwszy krok to położenie i oddychanie. Świadomy oddech, nie taki mechaniczny, jak mamy na co dzień, tylko najlepiej położyć się w bezpiecznym miejscu, kiedy nikogo wokół nie ma, kiedy jesteśmy same. Tak jak wcześniej mówiłam o oddechu do miednicy, tak warto oddychać do każdej części ciała. Poświęcić kilka minut na świadomy oddech i zobaczyć, co się będzie działo. To już może przynieść duże rezultaty, ponieważ często w ciągu dnia nie mamy czasu lub ochoty obserwować, jak się czujemy. Gdy to jednak robimy, jesteśmy mniej narażone na nagłe „strzyknięcia” czy inne nieprzyjemne rzeczy. Tak naprawdę to nie jest nagle, ale odbieramy to tak, ponieważ wcześniej nie czuliśmy, nie mieliśmy kontaktu ze swoim ciałem.

 

Trzeba się przygotować na to, że nagle zaczniemy czuć, że jest nam niewygodnie.

 

– Czy długo trwa nawiązanie relacji z ciałem?

– Wiele zależy od tego, jak głębokie są blokady w ciele, każdy ma też inne tempo pracy i różne granice. Wiele również zależy od tego, jaką zastosujemy metodę pracy z ciałem. Może to trwać latami, ale też miesiącami. Trzeba najpierw zauważyć, że jest z czym pracować. Im bardziej zaczniemy zauważać te blokady, im bardziej będziemy z nimi pracować, to wtedy przyjdą różne rzeczy, np. zobaczymy jakieś ogłoszenie o warsztatach. „Przypadkiem” zauważymy, gdzie pójść i co zrobić, w jaki sposób pracować z tym ciałem, ponieważ metod jest bardzo dużo. A myślę, że w życiu nie ma przypadków (śmiech). Ja zajmuję się głównie TRE i uważam, że ta metoda świetnie sprawdza się w rozluźnianiu napięć, ale też nie jest dla każdego. Same wybieramy ścieżkę, którą chcemy pójść.

– Czyli dobrze przyjść na dane zajęcia i zobaczyć, czy to dla nas?

– Tak, można sobie potestować, ale też dobrze wykonywać ćwiczenia oddechowe. Im bardziej oddychamy do ciała, to regularnie mu pokazujemy, że je czujemy. Wtedy dobrze zareagować na jego sygnały. Trzeba się przygotować na to, że nagle zaczniemy czuć, że jest nam niewygodnie, nie tylko z napięciami mięśniowymi, ale też w życiu, z niektórymi sprawami. Żeby zacząć oddychać, trzeba mieć odwagę.

oddech

– No tak: zaczyna się od oddechu, a skończy się na przykład na rozwodzie (śmiech).

– Tak, są takie przykłady. Możemy poczuć, że życie absolutnie nie wygląda tak, jakbyśmy chciały i zapragniemy coś zmienić. To częsty problem kobiet, szczególnie w Polsce, że chcemy robić wiele dla innych, a rzadziej dla siebie. Jeżeli zaczynasz ćwiczyć, pokazujesz sobie, że  warto inwestować czas na Twoje potrzeby i skupić się na swoim ciele.

I podczas zajęć nie opieramy się na tym, co mówi nam instruktor, tylko na tym, co czujemy. Dla niektórych to jest dziwne, jeżeli pytam: no dobra, jak się czujecie? Mam pełną salę, 16 osób na zajęciach i mówię: ok, to teraz kręgosłup ma być tak ustawiony i pokazuję. Poczujcie, czy macie dobrze, czy wszyscy ćwiczą. Jedna osoba na sali ma źle ułożony kręgosłup. Poczuj, czy to jesteś Ty, czy powinnaś się poprawić. I zdarza mi się, że słyszę: no weźże! Powiedz, kto, bo nie wiem, czy się mam poprawić!

 

Orgazm to jest odczucie całego ciała i powinno być odczuwalne wszędzie, a nie tylko w obszarze genitalnym.

 

– Nie wiedzą, bo nie ma lustra.

– Tak, więc ja coraz częściej prowadzę zwykłe zajęcia fitness pt. „poczuj”. Nie skupiaj się na tym, co ktoś Ci mówi, tylko spróbuj poczuć. I owszem, są takie osoby na tyle odcięte od ciała, że ja muszę podejść i ustawić, więc ja mówię: dobra, poczuj ciało w tym ułożeniu, to jest proste. Czy jesteś w stanie zapamiętać tę pozycję i do niej wracać?

To jest jednak trudne, bo od małego słyszymy, żeby nie zajmować się ciałem, tylko umysłem, dobrze się uczyć i być uprzejmą. I tak naprawdę możemy całe życie przeżyć wedle czyichś oczekiwań. Takie zajęcia mogą bardzo otwierać nie tylko ciało, ale i duszę, prawda?

– Właśnie dlatego mówię, że żeby zacząć oddychać codziennie, regularnie, trzeba mieć trochę odwagi na to, żeby poczuć, co nam nasze ciało mówi. I są dwie drogi, którymi idą moi pacjenci: ok, decyduję się powolutku zacząć zmieniać moje życie i słuchać własnego ciała albo negują, to, co do nich przyjdzie. Mówią wtedy: nie, nie będę niczego zmieniała i odchodzą od tych ćwiczeń oddechowych i dalej żyją swoim życiem.

– A czy zdarzyły Ci się jakieś niesamowite historie, nagłe olśnienia i rychłe życiowe zmiany u pacjentów?

Bardzo często dostaję jakieś wiadomości, że w życiu moich pacjentów dokonało się tyle zmian i że uważają, że wszystko zaczęło się od tego, że trafiły na mnie. Kiedyś to tak łechtało moje ego: kurczę, jak fajnie, wszyscy mi coś zawdzięczają (śmiech). Teraz coraz częściej łapię się na tym, że myślę: przecież to nie ja, ja Ci tylko pokazałam, jak oddychać, jak odpoczywać. Dla każdego co innego jest spektakularne. Jakiś czas temu przyszła do mnie pani po 70 roku życia. Powiedziała mi, że boli ją całe ciało i żebym coś z tym zrobiła. Ja w pierwszym momencie pomyślałam: co ja mam zrobić? I tak naprawdę stosuję akupunkturę i pracujemy, robiąc ćwiczenia z oddechem. Pani zaczęła świadomie oddychać w domu i niesamowite, bo po 2 czy 3 tygodniach ona przyznała, że pozbyła się większości bóli.

Zmiany przychodzą najczęściej wtedy, kiedy te osoby zaczynają robić takie głębsze ćwiczenia, zaczynają oddychać albo wyjeżdżają ze mną na weekendowe wyjazdy i to są najbardziej spektakularne dla mnie różnice. Tak naprawdę nie robimy tam nic: chodzimy, oddychamy, relaksujemy się, mamy czas dla siebie, ale też przestrzeń, żeby razem spędzić czas. I to, co się dzieje po takich wyjazdach, to jest dla mnie jedno wielkie zaskoczenie. Co nim jest? Ilość wiadomości, które dostaję po tych wyjazdach z informacją, np. ile się zmieniło w życiu ludzi, jakie dostali propozycje pracy, kogoś poznali, czy fakt, że po prostu otworzyły im się oczy. Po 2 dniach oddechu i pewnego rodzaju zatrzymania w życiu, poczuły, czego chcą i co nie jest dla nich na dany moment. Nie mnie oceniać, które zmiany są najbardziej spektakularne. Dla mnie każda zmiana jest ważna, kiedy ktoś przychodzi i mówi: ok, to mi nie pasuje i zaczynam to zmieniać.

 

*więcej o metodzie TRE.

 

Anka Hostyńska – trener personalny, Provider TRE®, akupunkturzysta.
Jej przygoda ze sportem na poważnie zaczęła się 15 lat temu, gdy ukończyła kurs instruktora fitness. Niewiele później przyszedł taniec. Przez kilka lat występowała solo oraz z zespołem na wielu międzynarodowych scenach. W 2011 roku uległa wypadkowi, który przekreślił jej karierę taneczną, zmusił do odpoczynku i wywrócił życie do góry nogami. Zafascynowała się medycyną chińską oraz pracą z emocjami poprzez pracę z ciałem. To wszystko sprawiło, że dziś podchodzi z większym szacunkiem do ciała, zarówno w trakcie ćwiczeń, jak i w życiu. Podczas treningów uczy przede wszystkim czucia swojego ciała, nawiązywania z nim relacji. Pozwalania być ciału przewodnikiem w trakcie treningu. Zwolenniczka świadomej pracy oddechem podczas ćwiczeń. Jej motto: „Trening to rozmowa z ciałem, a nie wydawanie rozkazów”.
Od wielu lat pracuje z kobietami w ciąży, po porodzie oraz z osłabionymi czy nadmiernie napiętymi mięśniami dna miednicy, pomagając przede wszystkim poczuć swoje dno miednicy. Uczy nie tylko napinać, ale również rozluźniać mięśnie w tym obszarze.
Aktualnie przygotowuje swoją pierwszą książkę opisującą jej historię: jak wypadek samochodowy sprawił, że jej życie się zmieniło. Jak zaczęła dbać o siebie, dzięki czemu wyleczyła się z chorób autoimmunologicznych, ale przede wszystkim nawiązała zdrową relację ze sobą i swoim ciałem.
Zapraszam na blog Anki i jej social media.

 

Wszystkie zdjęcia oprócz głównego pochodzą z banku zdjęć unsplash.

***

A czy Wy zwracacie uwagę na oddech, próbujecie coś z nim robić? Podzielcie się swoimi przepisami na dobrostan ciała i duszy! I zapraszam na drugą część wywiadu z Anką 🙂