Kobieta bezdzietna i matka. Taniec, święty spokój

Tańczące z matkami. Kobiety bezdzietne, Matki Polki i cała reszta

Dlaczego nie chcesz mieć dzieci?! A Ty, dlaczego chcesz je mieć? Dobrych kilka wieków kultu macierzyństwa sprawiło, że nikt nie zadawał sobie drugiego pytania. Decyzja sama się podejmowała, kobieta wsiadała do kolejki z napisem: “matka” i pędziła bez trzymanki. Dziś ten wózek zwalnia i kobiety dziękują za przejażdżkę. Czy można sprawić, żeby matki i bezdzietne podały sobie ręce i zatańczyły taniec, lecz nie połamaniec?

Miejsce kobiety w społeczeństwie przestało być definiowane przez pryzmat posiadania lub nieposiadania dzieci. I mamy święty spokój. Chwileczkę, czy na pewno?

Kobieta bezdzietna versus Matka Polka

Bezdzietnica brzmi trochę jak bezwstydnica 🙂 Kogo sobie wyobrażacie, mówiąc to słowo na głos? Ja: dziewczynę (wiek nieokreślony) w długiej, powiewnej sukience z potarganymi włosami i uśmiechem na twarzy. A Matka Polka? Istota o dziesięciu rękach i miniumum dwóch parach oczu. Przepraszam, tak jakoś mi się skojarzyło. Nie miało to na celu obrażenia żadnej z nich. Ale wiecie co? Chyba żadna z tych postaci nie do końca jest prawdziwa, bo bezdzietnic i matek jest tak wiele, że trzeba by stworzyć wiele portretów, a każdy z nich byłby namalowany zupełnie inaczej. Ważna jest odpowiedź na to, czy w tej naszej przestrzeni możemy się spotkać i normalnie rozmawiać, szanując własne wybory.

Kobieta bezdzietna versus matka. Czy mogą się porozumieć?

Kiedy dziecko? Na św. Dygdy*

Statystyki nie kłamią: liczba urodzeń dzieci z pokolenia na pokolenie spada. W ciągu ostatnich 30 lat w Polsce nastąpiły duże zmiany społeczno-kulturowe. Instytut Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie podaje, że około 8% kobiet urodzonych w latach 1945-1955 nigdy nie urodziło dziecka, a jeśli chodzi o następne pokolenie kobiet urodzone w latach 70., na dziecko nie zdecydowało się już 17%. Za raportem Anny Matysiak z SGH: “Co warte podkreślenia, odsetek kobiet, które nie mają i nie będą już miały dzieci, jest w Polsce zdecydowanie wyższy niż w pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej”. Jako że jestem z natury dociekliwa, zrobiłam minianalizę tego zjawiska i wstępnie wyszły mi takie powody bezdzietności:

  • brak stabilnej pracy
  • brak partnera
  • brak wystarczającej opieki prorodzinnej
  • problemy ze zdrowiem, w tym bezpłodność
  • brak instynktu macierzyńskiego
  • lęk przed ciążą i porodem
  • brak dobrych wzorców z własnej rodziny i niechęć do powielania ich na własnych dzieciach
  • chęć skupienia się na innych priorytetach (np. kariera)
  • orientacja np. proekologiczna (przeludnienie planety) lub brak warunków dla dziecka (np. częste wyjazdy)
  • bezdzietność z wyboru
  • bycie osobą LQBT+ i brak fizycznej możliwości urodzenia dziecka
  • inne.

Jak widać, powody takiej decyzji są bardzo różne. I tu już zaczynają się schody, bo chyba właśnie te wybory budzą najwięcej kontrowersji. Zaznaczę od razu, że zupełnie inną kwestią jest dobrowolna bezdzietność, a inną próby wyleczenia bezpłodności od kilku lat [o ile to możliwe]. Ta druga grupa osób ma potrzebę posiadania dziecka, a bezustanne oczekiwanie na potomka wpędza w frustrację i prawdopodobnie problemy z nastrojem, emocjami. Co w takim wypadku robić? Najbezpieczniej nie pytać nikogo: “Kiedy dziecko?”, bo reakcją może być kamienna twarz, ironiczny uśmiech, żart albo płacz. Tego nigdy nie wiesz. Zasada nr 1: szanuj cudzy wybór i nie “nawracaj”. Tak jak nikogo siłą nie zaciągniesz do kościoła/łóżka/lekarza/koleżanki/inne, tym bardziej nie zmusisz do zmiany tak ważnej, życiowej decyzji [tzn. możesz próbować, ale czy warto zatruwać życie komuś i sobie?].

Bezdzietna? W głowie się poprzewracało albo nieszczęśliwa

To jednak nie takie proste, prawda? Na co dzień nie grzeszymy otwartością i tolerancją wobec cudzych poglądów. Zaryzykuję, że dziś wielką wartością staje się święty spokój, o czym dobrze wie Kasia Nosowska, pisząc test rewelacyjnej piosenki, “Sobie i Wam”.


Tak jak nikogo siłą nie zaciągniesz do kościoła/łóżka/lekarza/koleżanki/inne, tym bardziej nie zmusisz do zmiany tak ważnej, życiowej decyzji.

Niestety widać coraz większą radykalizację młodych mężczyzn i skręcanie w stronę prawicy (chociażby w głosowaniu do Parlamentu Europejskiego) i postępującą liberalizację młodych kobiet. Nic dziwnego: kobiety zyskują coraz większą wolność i samodzielność co do swoich wyborów i nie chcą z tego rezygnować. Poza tym wiedzą, że w znacznej mierze to na ich barkach spocznie ciężar rodzicielstwa. Coraz częściej pomocy babć, ciotek, kuzynek nie ma, ponieważ migrujemy do innych miejscowości. Mężczyźni czują się zagubieni w takiej sytuacji: jeszcze do niedawna panowali nad wszystkim, role były jasno określone, a teraz trzeba zbudować swoją tożsamość na nowo. W takim momencie można pójść w stronę prostych wyborów, często przemocowych (patrz: pokolenie urodzone w końcówce lat 50. i 60. pod tytułem: Ksenia wychowała i nie pracowała, to i ty dasz radę) albo … popracować nad sobą. Czasem zrewidowanie swoich poglądów i wybór własnej ścieżki okazują się tak trudne, że ludzie wpadają w pułapkę (oczywiście nie tylko mężczyźni). Gdyby spojrzeć na to z boku, nie jest to aż tak zadziwiające w społeczeństwie, w którym w zasadzie nie prowadziło się dyskusji na kluczowe życiowe tematy. Wolność i odpowiedzialność to wciąż pojęcia, które sobie przyswajamy. Naszym zadaniem jest pomoc mężczyznom i innym kobietom w tym procesie. Dzisiaj odpowiedzią nie jest: “bo ja tak mówię i koniec”. Dziś świadomie zadajemy pytania i szukamy odpowiedzi. I jeśli nie odrobimy tego zadania, to nasze dzieci upomną się o to (albo my sami, bo trudno nam będzie ze sobą wytrzymać).

Tańczące z matkami. Bezdzietne i Matki Polki oraz cała reszta

Dzieci i ryby odzyskują głos

Wybór bezdzietności może wynikać również ze świadomości, że posiadanie dzieci to nie jest już “obowiązkowy punkt na mapie życia”, tylko decyzja podyktowana nie tyle względami ekonomicznymi, ale emocjami. Czyli taki, że nie chodzi w nim o “szklankę wody na starość”, tylko o wychowanie na pewnego własnej wartości obywatela. Ksiądz, teściowa czy polityk nie wychowają nam dzieci. Ta praca spocznie na nas. Jeśli urodziliście się w PRL, jego końcówce lub latach 90, to prawdopodobnie ze szkoły nie macie raczej pięknych wspomnień. Nie chodzi mi tutaj o czas z równieśnikami (zabawy w Indian na przerwach itp) czy o ciekawe lekcje, tylko bardziej o to, że nie było wtedy dużego szacunku do podmiotowości dziecka (to lekko powiedziane, często prawa dziecka były po prostu łamane). Na porządku dziennym są opowieści o biciu dzieci po łapach (pokolenie moich rodziców), faworyzowaniu poszczególnych uczniów czy seksistowskie komentarze nauczycieli do uczennic. Pamiętacie film “7 uczuć” Koterskiego?


Łatwiej zaakceptować inność, gdy jest się pewnym własnych wyborów (zasłyszane)

Rodzić czy nie rodzić? Oto jest pytanie

W świetle tych niedawnych wydarzeń widać, że jeszcze daleka droga przed nami do tego, żeby dzieci czuły się bezpiecznie i miały przestrzeń do wyrażania swoich poglądów, nauki wrażliwości, tolerancji etc. Chcę przez to powiedzieć, że tak jak kobieta przestała być “ozdobą domu”, tak dziecko nie pełni już roli dziewczynki/chłopca do bicia i nie uczy się go, że życie to survival (choć takich wrażeń niektórzy potrzebują, jadąc choćby na Runmageddon 🙂. Inną sprawą jest to, że obecnie skręca się w przeciwnym kierunku, chuchając i dmuchając na dzieci, nie pozwalając im wyjść na podwórko. Kto wie, czy nie jest to pokłosie tamtych czasów? Przyszli, niedoszli rodzice i nierodzice czują się w tym wszystkim pogubieni i zmęczeni nieustanną próbą odpowiedzi na to, kim są, czy chcą dzieci, czy dobrze je traktują i gdzie w ogóle wędruje ten świat.

Historie matek i niematek przy jednym stole

Kobiety bezdzietne i matki. Solidarność i siostrzeństwo.

Bezdzietne

Mam już 34 lata, to chyba najwyższy czas na dziecko. Mam dobrą pracę, mieszkanie, ale nie jestem pewna co do swojego związku. Nie wiem, czy dalej będziemy razem, mamy trochę inne spojrzenie na życie. Marzę o kochającej się rodzinie, a moja mama, ciocia, siostra, ojciec i wujkowie nie wystarczają mi. Jestem w kropce.

Gdy jestem na rodzinnych spotkaniach, wszystkie dziewczyny w moim wieku mają już dzieci albo właśnie je planują. Często przy stole ciągle gadają o dzieciach. Wiem, że to moi bliscy, ale takie zachowanie mnie bardzo zniechęca i wtedy zwracam się do starszych kobiet, które mają odchowane dzieci i chyba nieco więcej dystansu do całej sytuacji. Na razie nie decyduję się na dziecko, ale to nie jest sprawa zamknięta. Mam jednak świadomość, że nie muszę fizycznie zostać matką, żeby być spełniona. Stawiam sobie za cel naprawę stosunków w rodzinie, szczególnie między kobietami.

Dzieci są dla mnie raczej obojętne, jakoś nie widzę się w roli matki. Umiem się nimi zająć, poprowadzić dla nich warsztaty, ale to nie znaczy, że marzę o pieluchach. Na razie myślę o tym, czy utrzymam swoją pracę, co z moim związkiem (mieszkam z chłopakiem) i gdzie w tym roku pojadę. Chyba jeszcze nie stać mnie na tak duże zobowiązanie. Chcę poznać siebie, zobaczyć, kim tak naprawdę jestem. Poza tym uwielbiam wciąż uczyć się nowych rzeczy, a to też zajmuje mi sporo czasu.

***

Matki

Cieszę się, że zdecydowałam się na dzieci: mam dwie mądre i piękne córki. Jedna z nich jest bardzo wrażliwa, ale jednocześnie wiem, że sobie poradzi w życiu. Miałam trochę szczęścia, bo znalazłam ciekawą pracę, dzięki której udało mi się połączyć karierę z wychowywaniem pociech. Mąż w tym aktywnie uczestniczy i jako rodzina mamy ze sobą dobry kontakt. Myślę, że już nie zamieniłabym się na życie bez dzieci, ale szanuję wybory innych.

Kocham swoje dzieci, ale jestem nimi zmęczona. Odkąd zostałam matką, w mojej głowie jest prawdziwe tsunami: mam tysiąc myśli na minutę. Nawet gdy czytam bajkę dziecku, trudno mi się na niej skoncentrować. Zapisałam je na różne zajęcia, a sama trochę zaniedbałam swój rozwój. Prawdę mówiąc, to nie wiem, kiedy miałabym się tym zająć. Trochę mi brakuje czasu dla siebie, ale nie cofnęłabym czasu. Lubię patrzeć, jak synowie uczą się czegoś nowego.

Ja wpadłam i chyba tylko dlatego wyszłam za mąż. Byłam bardzo młoda, ale nie myślałam o przerywaniu ciąży. Nie chciałam i nie umiałabym tego zrobić. Jestem jeszcze młoda i mam odchowane córki. Minusem jest to, że źle wybrałam partnera i córki ciężko przeżyły nasz rozwód. Praktycznie przez cały czas pracowałam i nadal to robię. Skończyłam też studia podyplomowe, niektórzy mówią, że jestem taką trochę “siłaczką”, ale mam pomoc rodziny. Po pracy robię z córkami różne artystyczne rzeczy: wyklejanki, rzeźbienie, malowanie. Kochamy też tańczyć.

Rock and roll, polonez czy kaczuszki?

W pewnym momencie życia dotrzemy do tego miejsca i zapytamy siebie bardziej lub mniej świadomie, czy chcemy mieć dziecko, czy nie. Jeśli w tym momencie nie ma tej decyzji, to też jest ok.

Wiecie, o czym marzę? Żebyśmy na życiowym parkiecie stanęli obok siebie bez wykręcania łokci i mierzenia się wzrokiem. O nie, nie chodzi o chocholi taniec. Co powiecie na rock and roll? No dobra, czasem mogą to być zwykłe kaczuszki, bez spiny.

Rock and roll, polonez czy kaczuszki?

Moją inspiracją do napisania tego tekstu jest Edyta Broda z bloga Bedzietnik i autorka książki: “Szczerze o życiu bez dzieci”. Gorąco Was tam zapraszam, niezależnie od tego, czy jesteście matkami, czy nie.

A co Wy na to? Zapraszacie do tańca innych? I jaki jest ten taniec? 😉

* czyt. nigdy (tak mówiło się u mnie w domu, czyli w świętokrzyskiem  🙂

Źródła:

http://kolegia.sgh.waw.pl/pl/KAE/struktura/ISiD/projekty/famwell/konferencja/Documents/Broszura_wersja_www.pdf