retyautorytety

Rety, autorytety?! 5 inspiracji, jak chodzić własnymi ścieżkami cz. 1

Inspiracje można znaleźć niemal wszędzie. Autorytety – tutaj już trzeba dogłębnie poszukać. Na różnych etapach życia wielu z nas je kwestionuje albo przeciwnie: szuka “wielkich” ludzi, postaci z książek, kultury, jakiegoś pomnika doskonałości, nie zauważając świetnych ludzi wokół nas. Też tak macie?

Przez wiele lat twierdziłam, że nie mam autorytetów lub ich nie potrzebuję. Miałam na myśli osoby, które będą świecić przykładem, tzn. osiągną pełnię możliwości w swojej dziedzinie, a także będą nieskazitelnymi pod kątem moralnym, pełnymi poczucia humoru posiadaczami gołębich serc. A przy tym jeszcze wciąż niestrudzenie będą pięli się na szczyt. Jak łatwo się domyślić, nie zauważyłam ani jednej takiej osoby aż do dziś 🙂 Nic dziwnego, kilka wymienionych cech się wyklucza, a ludzie … są ludźmi. Mają dylematy, wyzwania, trudniejsze momenty. Życie to nie koncert życzeń, ale też nie praca syzyfowa. Wszystko ma swój sens, miejsce i czas. I to wcale nic strasznego popełniać błędy. Można też ująć to inaczej: myślenie o ludziach (i nie tylko o nich) w kategoriach: “wszystko albo nic” jest bardzo szkodliwe, mocno zniekształca rzeczywistość i pozbawia empatii, spontaniczności, zaufania itd.

 

Idąc po śladach utartych społecznych schematów, mocno zubażamy swoje czucie, intuicję i właśnie te porywy serca (a może temperamentu?), za którymi tak tęsknimy. Trudno też wtedy naprawdę docenić tych, na których nam zależy, prawda?

 

Na tej wyboistej drodze zauważyłam, jak fajnie jest się z kimś NIE zgadzać. I jak bardzo nas może to zbliżać i odkrywać zupełnie nowe zakamarki siebie 🙂 Nie jest zbrodnią mieć inną interpretację tekstu, niż chciałby nauczyciel 😉 Klucz do tej bajki to ciekawość świata, a za nią umiejętność zadawania pytań, dystansu i wolnego wyboru. Czasem jednak potrzebujemy kogoś, kto powie, że MOŻNA. A raczej pokaże, dając przykład. Nie narzuca, tylko jest. I co jakiś czas podsyca iskrę w ognisku. To właśnie najlepsze lekcje według mnie 🙂

 

Na potrzeby tego tekstu nazwę moje autorytety pseudonimami, bo nie chodzi tutaj o reklamę ich usług, a bardziej o zainspirowanie się ich sposobami myślenia, dążenia do celu lub … umiejętnością odpuszczenia. Ukrytym celem jest … wdzięczność 🙂

 

Pippi na barykadach

 

Poznałam ją kilka lat temu. Pierwsze spotkanie było przerażające: dominująca, ekstremalnie ekstrawertyczna, stawiająca diagnozę po godzinie?! Ale coś mnie do niej ciągnęło. Wiedza, mądrość, intuicja, niebywałe poczucie humoru i brak strachu przed czymkolwiek. Jestem pewna, że niektórzy tuż przed wizytą u niej popijali setkę na odwagę albo nagle dostawali spazmów/bóli/innych choróbsk, byle tylko nie iść. To dlatego, że zawsze trafiała w czuły punkt, ale dawała motywację do zmiany i opowiadała takie historie, że się po prostu CHCIAŁO. Niesamowicie skuteczna w swojej robocie (przy czym nie przejmowała się odgórnymi zasadami), ale poza nią widziała także problemy innych i aktywnie im pomagała. Zaangażowana w działanie na rzecz praw kobiet, uchodźców, zwierząt.

 

Jednorożec w hamaku

 

Od początku wiedziałam, że to nie jest zwykła kobieta. Od razu narzuciła mi gigantyczne zmiany w podejściu do zdrowego żywienia, treningów. Wtedy trudno mi było je przyjąć, ale instynkt mi mówił, że warto, że będzie z tego coś więcej. I faktycznie: po jakimś czasie sama zrobiła taki progres, że zmieniła swój profil działalności. To był prawie przewrót kopernikański. Zmieniło się jej podejście do ciała, duszy, siebie jako całości. Dzięki czemu pociągnęła za sobą innych. Skręt we właściwą ścieżkę. Nauczyła mnie, że czasem nie warto się szarpać, że warto słuchać swojego głosu. I że trzeba czasem …  odpuszczać. Jeśli Pippi powiedziała mi, że fajnie czasem jest mieć w sobie cholerę i znalazła do niej drogę, to Jednorożec tę cholerę naprowadziła. I się wyprostowało 😉 Jednorożec to w ogóle człowiek orkiestra z wielkim wyczuciem do innych i wewnętrznym pazurem. Nikogo nie udaje i jest oryginalna nie tylko w swoim fachu, ale W OGÓLE.

 

Apollo wśród planet

 

Któregoś dnia zadzwoniłam do Apollo. Fajna rozmowa, od razu poczułam bratnią duszę. Rozmawialiśmy nawet o planetach. I tak ze spraw całkiem zawodowych przeszliśmy do prywatnych. Nauczyciel przychodzi, kiedy uczeń jest gotowy – jakoś tak to idzie. Poznałam świat, do którego do tej pory nie miałam wcale dostępu, ale nie dlatego, że to jakieś skomplikowane i dla wybranych, tylko dlatego, że wtedy wybrałam inaczej. Otworzyło mi to głowę i pokazało różne sieci i powiązania człowieka ze światem, kosmosem. Nie, nie żyję tylko górnolotnymi ideami 😉 To właśnie Apollo pokazuje, że można to wyważyć i że handel, a nawet fizyka kwantowa są dla zwykłych ludzi 🙂 Niesamowita energia, przenikliwość i życzliwość bez oceniania. Akceptacja. No i kupa śmiechu, bo na śmiech zawsze musi być miejsce 🙂

 

***

 

Czy macie ochotę na więcej? Mam w zanadrzu jeszcze dwie postaci: Biegnącą z miotaczami i Fokę na propsie 🙂 Chętnie podzielę się tymi inspiracjami, może coś z tego weźmiecie dla siebie? No i ta ścieżka jest cały czas otwarta, na pewno pojawią się na niej nowe osoby 🙂